Zaczęłam powoli wstawać. Byłam cała mokra. Super- pomyślał. Spojrzałam na miejsce, w którym siedziałam chwilę temu. Co tam zobaczyłam? Śmiejącego się Jake’a. Trzymał w dłoni moją torebkę i śmiał się w najlepsze. Wstał i wyciągnął drugą dłoń w moim kierunku. Już wiedziałam co zrobię. Chwyciłam rękę chłopaka. Pociągnęłam i zaraz leżał obok mnie w fontannie. Spojrzałam na niego, a on wpatrzony w moją twarz zaczął się znowu śmiać. Zrobiłam to samo co on. Ludzie patrzeli na nas, jak na głupich, a my po prostu siedzieliśmy w wodzie zwijając się ze śmiechu.
W
pewnym momencie poczułam zimno. Chłodna woda dawała się we znaki. Wstałam.
Powoli udało mi się wyjść. Piłkarz zrobił to samo. Cali mokrzy i weseli
założyliśmy nasze bluzy, które jako jedyne nie były przemoczone.
- No to co robimy?-
Zapytał niespodziewanie chłopak.
- Może chodźmy do
domu.- Zaproponowałam.- W takim razie zapraszam do auta.
- Jesteśmy cali mokrzy…-Zaczęłam, ale przerwał mi brunet.
- Właśnie. Jesteśmy cali mokrzy. Chodź do auta, jak będziemy szli to możemy się przeziębić.- Czyżby zaczynał mówić jak mój brat… -pomyślałam- tylko nie to.- Nie chciałbym, żeby taka piękna dziewczyna, nie dość, że była przez mnie w szpitalu, to byłaby chora.- Uśmiechnął się zadziornie, a ja jak zawsze w takich sytuacjach, uśmiechnięta, zarumieniłam się.
-Skoro nalegasz.-Odparłam tylko i ruszyłam za idącym już powoli w stronę samochodu Jake’m.
- Czyli gdzie cię zawieść?- Zapytał, gdy zrównałam się z nim.
- Na Carrer Diaz de la Fuente 7.- Odparłam.
- A twój brat nie mieszkam tam przypadkiem?- Spytał mnie znowu.- Często wiedziałem go tam, gdy przejeżdżałem przez waszą ulicę.
- Nie, on mieszka pod numerem 5. Mamy domy obok siebie.
- Racja, mówiłaś przecież o tym.- Mówiąc to podeszliśmy do samochodu. Zaczekałam, aż piłkarz otworzy auto i wsiadłam. Dopiero wtedy spojrzałam na telefon. Była osiemnasta. Nie tak źle.
-A co jutro robisz?- Moje rozmyślania przerwało niepewne pytanie chłopaka. Schowałam telefon i odpowiedziałam:
- Nie wiem. Nic konkretnego nie planowałam. A o co chodzi?- Odpowiedziałam pewnie. Spojrzałam na niego, widać było, że odetchnął z ulgą.
- A miałabyś czas? Wyjść?
- Zależy gdzie i z kim?- Uśmiechnęłam się do Jake’a i spojrzałam na niego. Patrzał na drogę, ale również się uśmiechał. Jego koszulka, cała mokra przylegała do jego klatki mięśniowej. Idealnie przylegała do mięśni, tak samo jak spodenki. Rozmarzyłam się. Z tego stanu wyrwało mnie kolejne słowa bruneta.
-Ojjj… Shai… Shai…- Powiedział tylko i zaśmiał się.
- No dobrze, dobrze. Mam czas. Wyjdę z tobą.- Odpowiedziałam.
- To fajnie. Czyli gdzie tym razem idziemy? Może kino? Ponoć grają jeden z najlepszych i najstraszniejszych horrorów ostatniego czasu? Pójdziemy?- Zapytał patrząc na mnie i uśmiechając się szeroko. Och… Ten uśmiech. Chyba się zgodzę. Raz się żyje.
- Ok. Pójdziemy, ale następnym razem to ja wybieram film.- Powiedział, a po chwili dopiero zrozumiałam co powiedziałam. Już drugi raz tego dnia powiedziałam coś czego nie powinnam mówić.
******
Rozdział 6 dopiero dziś, nie miałam czasu i weny, ale wynik wczorajszego meczu i sam mecz mnie zmotywowały ^^ Barca (3) : Bayern (0) kolejny rozdział jutro, a miniaturka w trakcie pisania ^^
#Olalalala

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz