sobota, 9 maja 2015

Rozdział 7

*** Oczami Shai***


- Czyli będzie następny raz?- Zapytał od razu, ni to poważny, ni rozbawiony.
- Może. Zobaczymy.- Odpowiedziałam po chwili zastanowienia. Wiedziałam, że jestem cała zarumieniona. Jake również to zauważył i zaczął się śmiać.
- Fajnie-odparł wyraźnie szczęśliwy, ale zaraz dodał:
-Czemu tak często się rumienisz, przecież nie robię niczego co mogłaby by cię zawstydzać.
Już miałam odpowiadać, ale uświadomiłam sobie, że stoimy już pod moim domem. Uff…Odetchnęłam z ulgą, może uda mi się uniknąć odpowiedzenia na pytanie piłkarzowi. Myliłam się. Niestety.
- Shai, proszę. Odpowiedz.- Zaklęłam w myśli. Musiał.
- Nie wiem. Tak jakoś.
- No dobra. Nie mów jeśli nie chcesz. To jak o której przyjechać? Może o szesnastej?
- Tak, będzie idealnie. To… to pa.- Uśmiechnęłam się i chwyciłam za klamkę.
-Cześć.- Odwzajemnił uśmiech i spojrzał na mnie swoimi boskimi, czekoladowymi oczami. Gdy wysiadałam, kierując się w stronę domu, odprowadzał mnie wzrokiem. Stanęłam pod drzwiami. Odwróciłam głowę. Chłopak wpatrywał się we mnie, uśmiechając zadziornie. Pomachałam mu na pożegnanie, a on odwzajemnił gest. Wyciągnęłam klucze. Otworzyłam dom i weszłam do środka.
Dopiero stając przed lustrem, patrząc na swoje odbicie, uświadomiłam sobie dlaczego Jake ciągle wpatrywał się we mnie. Moje spodenki i top całe mokre przylegały ściśle do mojego ciała. Bluza nasiąkła już lekko woda. Tylko włosy oraz torba z rzeczami były suche.
Weszłam po schodach do pokoju i ściągnęłam z siebie mokre ubranie. Nałożyłam szlafrok. Włożyłam ciuchy do pralki, uruchamiając ją. Znowu weszłam na górę, ale skręciłam w prawo kierując się do łazienki. Nalałam do wanny wody. Wlałam mój ulubiony płyn, aby stworzyć bańki i pianę. Uwielbiałam ten właśnie płyn. Był o zapachu maliny, dostałam go od Amber na urodziny. Od razu go pokochałam. Weszłam do wanny, włączyłam tryb masażu i oparłam głowę o specjalną poduszkę, która nie ,,moczy się”. Rozluźniłam się i zaczęłam rozmyślać. Ręka nie bolała już, jedynie, gdy coś podnosiłam, albo przypadkowo uderzałam nią w coś.
Sama nie wiedziałam co myśleć o tym wszystkim. Diego miał rację, Jake był mi obcy-nieznajomy. Z drugiej strony spodobał mi się na swój sposób. Coś w nim było takiego. Coś co różniło go od innych. Nie wiem czy piękne i głębokie, brązowo-czekoladowe oczy, czy czarujący uśmiech.
Dzień spędziłam wspaniale, miło się rozmawiało z chłopakiem. Ciasto, kawa, park, fontanna. Po prostu kilka godzin spędzone wręcz idealnie. Mimo wszystko ciąży oraz krąży mi w głowie jedno pytanie. A mianowicie: czy ja przypadkiem nie czuję czegoś do piłkarza. Jakby pomyśleć to zachowywałam się przy nim dziwnie. Tak jak on sam zauważył często się rumieniłam, a rzadko tak mam. Nie wiedziałam co powiedzieć, lub mówiłam coś czego nie powinnam, to również nie w moim stylu. Zamyślałam się często, nigdy tak nie robię.
Ojej… Kiepsko jest. Nic się jakby nie łączy ze sobą, a może jednak.? Nie, nie, wcale, nie mogłoby nawet tak być, zapewne mam jakieś urojenia.
Dopiero po kilku minutach poczułam, że woda już ostygła i zaczynała robić się chłodna, a pralka na dole dźwiękiem pikania oznajmiała, że pranie jest gotowe do wyciągnięcia. Wstałam i wyszłam. Wytarłam się puchatym ręcznikiem w kolorze łososia, w międzyczasie spuszczając wodę  z wanny. Otuliłam się szczelnie szlafrokiem i zbiegłam powoli do małej pralni na dole, obok kuchni. Wyłączyłam pralkę, by zaraz skierować się do kuchni. Miałam ochotę na coś ciepłego, jednak po zawartości mojej lodówki uznałam, że tego nie da się wykonać. A może zamówię jedzenie na wynos? Czemu nie? Chwyciłam za telefon, leżący na stoliku w salonie, na tym, na którym nadal stały dwa lakiery do paznokci oraz zmywacz. Wybrałam numer do jednego z barów i zamówiłam dużą porcję naleśników z różnymi nadzieniami.
Czekając na dostawcę wybrałam się do pokoju, ubrałam, następnie uczesałam. Dopiero wtedy wrócił do rozmyślań z łazienki. A może… może… ja… rzeczywiście… się… się… w nim… zakochałam? Szczotka wypadła mi z ręki, upadając z hukiem na kafelki na podłodze. Cholera!




Nadal natchniona, ale dzisiejszym meczem dodaje to. Kolejny może we wtorek dopiero, bo komunia i powrót kilkugodzinny do domu ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz