Stałam
nieruchomo przez kilka sekund. Po chwili podniosłam szczotkę, usta miałam
ciągle otwarte. ,,To nie może być prawda, nie, nigdy”-to jedyne myśli, które
krążyły mi w głowie. Dokończyłam czesanie włosów, poprawiłam rzęsy, tuszem i
zaszłam na dół, ciągle oszołomiona tym stwierdzeniem. Musiałam zadzwonić do
Amber. Siedziałam nieruchomo na kanapie, przekonując się, że to nie może być
prawda.
Parę
minut później do drzwi zadzwonił dzwonek. Wstałam i poszłam otworzyć, odebrałam
naleśniki i zapłaciłam dostawcy. Ubranemu w uniform dostawczy chłopakowi o
blond włosach i karnacji jaśniejsze trochę od mojej, niebieskich oczach i miłym
uśmiechu. Był przystojny, ale nie tak jak Jake. Kurwa! Skarciłam się w myślach.
Ugh… jak mogę w ogóle tak myśleć.
Zamknęłam
drzwi oraz skierowałam się do kuchni. Wyłożyłam na talerz naleśniki i udałam
się po raz kolejny na kanapę. Włączyłam telewizor, następnie ustawiłam na kanał
sportowy. Nadawano wiadomości. Mówili coś o wynikach Ligi Mistrzów- pokazali
tabelę, omawiali drużyny, które zakwalifikowały się do półfinału. Mimo moich
zainteresowań piłką nożną, moje myśli krążyły przy Jake ’u, Diego i Am. Z tym
pierwszy miałam się spotkać kolejnego dnia, a z drugim byłam lekko skłócona. Do
przyjaciółki miałam zamiar zadzwonić, kiedy skończę jeść. Tak też zrobiłam, gdy
zaniosłam talerz i wstawiłam go do zlewu.
Telefon
znalazłam w pokoju, był prawie całkowicie rozładowany, ale dałam radę
zadzwonić. Po trzech sygnałach dziewczyna odebrała:
-Shai?! Co jest?
-Yyy… przyjechałabyś
do mnie? Możesz zostać na noc. Proszę, Am.
-Och… no dobrze. Jest
prawie dwudziesta, ale ok. Będę za dziesięć minut.
-Dziękuję. Pa.
-No cześć, cześć.
Czekając
na blondynkę siedziałam niespokojna w salonie. W ciszy wyczekiwałam pukania do
drzwi. Rozległo się ono po ponad dziesięciu minutach. Prawie podskoczyłam na
jego dźwięk. Podbiegłam do drzwi i wpuściłam Amber do środka.
-Jesteś. Dziękuję. Wejdź.
Chcesz herbaty?-To wszystko powiedziałam, gdy ta przekraczała prug.
-Hej. No jestem, ej
Shai co jest? Shai?-Zapytała zmartwiona, chyba rzeczywiście kiepsko wyglądałam,
czułam się kiepsko, jednak kiwnęłam tylko przecząco głową.-No mów co się stało?
Co z ręką?-Kontynuowała.
-Z ręką nic takiego. Obita
i tyle, ale musze ci opowiedzieć o czymś innym.
-No to opowiadaj! No i
przynieś tą herbatę.- Zaśmiała się siadając na jednym z jasnobeżowych
skórzanych foteli w salonie. Ruszyłam do kuchni, również śmiejąc się. Włączyłam
czajnik elektryczny, a następnie przygotowałam kubki z herbatą. Ruszyłam do
pokoju, w którym usiadłam na fotelu naprzeciwko przyjaciółki. Zaczęłam opowiadanie
od wizyty w szpitalu, dziewczyna wpatrywała się we mnie i pytała dokładnie o
wyniki itd. Gdy kończyłam mówić, czajnik dawało sobie znać, a ja podniosłam
się. W kuchni nalałam wody do kubków i przyniosłam je oraz paczkę ciasteczek
waniliowych z kawałkami czekolady do pokoju. Chwilę potem zaczęłam opowiadać co
działo się, gdy wyszliśmy ze szpitala. Nie zapomniałam wspomnieć o kłopotliwych
momentach. Przyjaciółka już na początku uśmiechała się. Jakiś czas później
śmiała się w najlepsze, jedząc ciastka i pijąc herbatę.
-O co ci
chodzi?-Zapytałam, wtórując jej, mimo wszystko, słabym śmiechem.
-Nic, to po prostu
jest śmieszne. To całe zdarzenie.-Mówiła.-Wiesz co? Po całej tej historii
dochodzę do wniosku, że albo jesteś chora i dziwnie się zachowujesz, albo się
zakochałaś. –Kontynuowała, a ja spuściłam głowę.
-Wiesz sama nie wiem.
On jest super. Jest miły i w ogóle.-Odpowiadałam niepewnie patrząc w kilkuletnią
i niezniszczoną, drewnianą podłogę, która nagle okazała się bardzo, wręcz
ogromnie, interesująca. Błądziłam po niej wzrokiem zamyślona, ale Amber mówiła
dalej.
-Jesteś no sama nie
wiem. O! Mam! Dziwna! Taki chłopak chce się z tobą umówić, ty się zgadzasz, a
potem masz wyrzuty sumienia. Naprawdę Gomez?. Jak ja z tobą wytrzymuję?-Pokiwałam
lekko głową, na znak niechęci. Pytając przestała się śmiać, ale nadal nie
mówiła tak poważnie jak ja. Dla niej to było śmieszne. Dla mnie niekoniecznie.
Czułam, że wpatruje się we mnie, swoimi dużymi, niebieskimi oczami, ale nie podnosiłam
ani głowy, ani wzroku.
Dopiero
po chwili zmusiłam się do spojrzenia na nią, ale to co malowało się na jej
twarzy zupełnie mnie zmyliło. Była zaskoczona, a jednocześnie czymś uradowana.
-O co ci chodzi?-
Spytałam w końcu zdumiona.
-Ja wiem. Ja wiem.
-No to mów: co wiesz?
-Ja wiem, co się z
tobą dzieje.
-No wysłów się w
końcu.-Odparłam niechętnie, sięgając do stolika po kubek z letnią już herbatą i
kierując go w stronę ust.
-Ty. Się. Zakochałaś.
#Olalalala

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz