środa, 13 maja 2015

Rozdział 8

***Oczami Shai***


Stałam nieruchomo przez kilka sekund. Po chwili podniosłam szczotkę, usta miałam ciągle otwarte. ,,To nie może być prawda, nie, nigdy”-to jedyne myśli, które krążyły mi w głowie. Dokończyłam czesanie włosów, poprawiłam rzęsy, tuszem i zaszłam na dół, ciągle oszołomiona tym stwierdzeniem. Musiałam zadzwonić do Amber. Siedziałam nieruchomo na kanapie, przekonując się, że to nie może być prawda.
Parę minut później do drzwi zadzwonił dzwonek. Wstałam i poszłam otworzyć, odebrałam naleśniki i zapłaciłam dostawcy. Ubranemu w uniform dostawczy chłopakowi o blond włosach i karnacji jaśniejsze trochę od mojej, niebieskich oczach i miłym uśmiechu. Był przystojny, ale nie tak jak Jake. Kurwa! Skarciłam się w myślach. Ugh… jak mogę w ogóle tak myśleć.
Zamknęłam drzwi oraz skierowałam się do kuchni. Wyłożyłam na talerz naleśniki i udałam się po raz kolejny na kanapę. Włączyłam telewizor, następnie ustawiłam na kanał sportowy. Nadawano wiadomości. Mówili coś o wynikach Ligi Mistrzów- pokazali tabelę, omawiali drużyny, które zakwalifikowały się do półfinału. Mimo moich zainteresowań piłką nożną, moje myśli krążyły przy Jake ’u, Diego i Am. Z tym pierwszy miałam się spotkać kolejnego dnia, a z drugim byłam lekko skłócona. Do przyjaciółki miałam zamiar zadzwonić, kiedy skończę jeść. Tak też zrobiłam, gdy zaniosłam talerz i wstawiłam go do zlewu.
Telefon znalazłam w pokoju, był prawie całkowicie rozładowany, ale dałam radę zadzwonić. Po trzech sygnałach dziewczyna odebrała:
-Shai?! Co jest?
-Yyy… przyjechałabyś do mnie? Możesz zostać na noc. Proszę, Am.
-Och… no dobrze. Jest prawie dwudziesta, ale ok. Będę za dziesięć minut.
-Dziękuję. Pa.
-No cześć, cześć.
Czekając na blondynkę siedziałam niespokojna w salonie. W ciszy wyczekiwałam pukania do drzwi. Rozległo się ono po ponad dziesięciu minutach. Prawie podskoczyłam na jego dźwięk. Podbiegłam do drzwi i wpuściłam Amber do środka.
-Jesteś. Dziękuję. Wejdź. Chcesz herbaty?-To wszystko powiedziałam, gdy ta przekraczała prug.
-Hej. No jestem, ej Shai co jest? Shai?-Zapytała zmartwiona, chyba rzeczywiście kiepsko wyglądałam, czułam się kiepsko, jednak kiwnęłam tylko przecząco głową.-No mów co się stało? Co z ręką?-Kontynuowała.
-Z ręką nic takiego. Obita i tyle, ale musze ci opowiedzieć o czymś innym.
-No to opowiadaj! No i przynieś tą herbatę.- Zaśmiała się siadając na jednym z jasnobeżowych skórzanych foteli w salonie. Ruszyłam do kuchni, również śmiejąc się. Włączyłam czajnik elektryczny, a następnie przygotowałam kubki z herbatą. Ruszyłam do pokoju, w którym usiadłam na fotelu naprzeciwko przyjaciółki. Zaczęłam opowiadanie od wizyty w szpitalu, dziewczyna wpatrywała się we mnie i pytała dokładnie o wyniki itd. Gdy kończyłam mówić, czajnik dawało sobie znać, a ja podniosłam się. W kuchni nalałam wody do kubków i przyniosłam je oraz paczkę ciasteczek waniliowych z kawałkami czekolady do pokoju. Chwilę potem zaczęłam opowiadać co działo się, gdy wyszliśmy ze szpitala. Nie zapomniałam wspomnieć o kłopotliwych momentach. Przyjaciółka już na początku uśmiechała się. Jakiś czas później śmiała się w najlepsze, jedząc ciastka i pijąc herbatę.
-O co ci chodzi?-Zapytałam, wtórując jej, mimo wszystko, słabym śmiechem.
-Nic, to po prostu jest śmieszne. To całe zdarzenie.-Mówiła.-Wiesz co? Po całej tej historii dochodzę do wniosku, że albo jesteś chora i dziwnie się zachowujesz, albo się zakochałaś. –Kontynuowała, a ja spuściłam głowę.
-Wiesz sama nie wiem. On jest super. Jest miły i w ogóle.-Odpowiadałam niepewnie patrząc w kilkuletnią i niezniszczoną, drewnianą podłogę, która nagle okazała się bardzo, wręcz ogromnie, interesująca. Błądziłam po niej wzrokiem zamyślona, ale Amber mówiła dalej.
-Jesteś no sama nie wiem. O! Mam! Dziwna! Taki chłopak chce się z tobą umówić, ty się zgadzasz, a potem masz wyrzuty sumienia. Naprawdę Gomez?. Jak ja z tobą wytrzymuję?-Pokiwałam lekko głową, na znak niechęci. Pytając przestała się śmiać, ale nadal nie mówiła tak poważnie jak ja. Dla niej to było śmieszne. Dla mnie niekoniecznie. Czułam, że wpatruje się we mnie, swoimi dużymi, niebieskimi oczami, ale nie podnosiłam ani głowy, ani wzroku.
Dopiero po chwili zmusiłam się do spojrzenia na nią, ale to co malowało się na jej twarzy zupełnie mnie zmyliło. Była zaskoczona, a jednocześnie czymś uradowana.
-O co ci chodzi?- Spytałam w końcu zdumiona.
-Ja wiem. Ja wiem.
-No to mów: co wiesz?
-Ja wiem, co się z tobą dzieje.
-No wysłów się w końcu.-Odparłam niechętnie, sięgając do stolika po kubek z letnią już herbatą i kierując go w stronę ust.
-Ty. Się. Zakochałaś.






#Olalalala

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz