środa, 27 maja 2015

Rozdział 12

Przeczytaj notatkę na dole! ;)

Obudziłam się z bolącą głową. No tak, trochę wczoraj wypiłam. Musiałam w końcu odreagować po tym całym, zakręconym dniu. Mimo wszystko chyba mi się udało. To dobrze.

Spojrzałam na telefon, który leżał na nocnej szafce zbudowanej z tego samego, jasnego drewna co łóżko. Odblokowałam Iphone’a i zdziwiłam się. Godzina 12.34. Aż tyle spałam? Ojej, no ale w końcu wróciłam jakoś około północy. Niechętnie stanęłam na nogi, które wsunęłam w puchate kapcie. Powoli wyszłam z pokoju, by pójść do łazienki pod prysznic, gdy usłyszałam brzdęk talerzy na dole, dochodzący najprawdopodobniej z kuchni. Co jest?-pomyślałam, a po chwili schodziłam już po cichu ze schodów.

Na wejściu do jadalni połączonej z salonem, powitała mnie Amber. Uśmiechnięta nakrywała do dużego stołu. Na nią raczej alkohol zbyt mocno nie działa. Rzadko na kaca, który dawałby się we znaki. Zazdroszczę.

-Wstałaś? To super. Chodź, przygotowała śniadanio-obiad? Nieważne, siadaj! –Podekscytowana, powitała mnie radośnie oraz popchnęła w stronę najbliższego krzesła. Mimo, że zrobiła to lekko, zachwiałam się delikatnie, ale stanęłam znów na prostych nogach.

- Najpierw daj mi coś na ten okropny ból głowy, mogłabyś też podać mi maść do tej ręki, no i mów ciszej. –Jednak widząc jej stanowczą minę dodałam- Proszę.

-Ojj… Shai, zaraz ci przyniosę, siadaj.

- Dobra… już…- Odparłam, gdyż nie byłam jeszcze na tyle obudzona, by kłócić się, że pierwsze co mam zamiar zrobić to nie zjedzenie śniadania lecz wzięcie prysznica, opadałam więc tylko na krzesło. Podparłam się rękoma oblat. Przyjaciółka, która jeszcze minutę temu zniknęła za szafkami w kuchni, powróciła, niosąc opakowanie tabletek, szklankę zwykłej wody oraz niedużą tubkę maści.

- Weź od razu dwie, to szybciej poczujesz się lepiej, a ja idę po jedzenie.

- Jasne, dzięki.- Odpowiedziałam, wyciągając jak poleciła dwie kapsułki, połykając je oraz popijając chłodną wodą. Gdy odstawiałam szklankę, poczułam wspaniały zapach. Do jadalnie weszła Am z dużą tacą naleśników i syropem klonowym. Dopiero, kiedy postawiła je na stole, zauważyłam, iż nie są to zwykłe naleśniki, a jeden z jej specjałów- robione wedle starego przepisu, pyszne, amerykańskie pancakes. Do tego jeszcze ten syrop, zapewne kolejna rzecz, którą sama przygotowała. W końcu rodzice jej mamy są rodowitymi mieszkańcami Ameryki. Kiedyś ich poznałam. Jest to miłe, starsze już małżeństwo, które ciągle się kocha i szanuje. Są niczym wzór idealnej pary. Zawsze sobie wierni, żyjący bez jakichś wielkich kłótni. Moja przyjaciółka poprzednie wakacje spędziła z nimi w ich małym, spokojnym miasteczku nad rzeką. Tam też, rok temu nauczyła się od rodzicielki swojej mamy gotować typowe, klasyczne amerykańskie dania, a pancakes to jej ulubione.  Spojrzałam na talerz, a potem na blondynkę.

-Jesteś wspaniała! Kiedy ty to zrobiłaś?

-Och… dzięki, wiesz, wystarczyło wstać o 11. Wzięłam prysznic, nie chciałam cię budzić, więc oglądałam chwile wiadomości i przeglądałam nowości dotyczące psychologii i różnych uczelni. Następnie zabrałam się za gotowanie. Oby dwie uwielbiamy te amerykańskie naleśniki, więc postanowiłam je zrobić. A teraz, nie gadaj, jedz, puki ciepłe. – Zarządziła, ale nie musiała tego powtarzać, gdyż od razu nałożyłam sobie pokaźna porcję, polałam syropem, no i zaczęłam jeść.

Skończyłyśmy po około dwudziestu minutach, ale z tacy zniknęło wszystko. Oczywiście było pyszne, to też powiedziałam Amber, gdy wstawałam od stołu, by udać się pod prysznic, posmarować rękę maścią, ogarnąć włosy,  a dziewczyna wstawić naczynia do zmywarki.

Po kolejnych ponad dwudziestu minutach siedziałyśmy już obie w salonie, a Am zechciała, aby opowiedzieć jej o tym co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. Zgodziłam się. Mówiłam dość długo. Starałam się opowiadać ze szczegółami i jak najdokładniej mogłam. Przyznam szczerze, że chyba mi się to udało. Raczej niczego nie pominęłam.

- Tak po prostu wyszedł? – To było pierwsze pytanie jakie zadała mi przyjaciółka. Wcześniej siedziała na fotelu naprzeciwko mnie i uważnie słuchała mojej historii.

-No tak, przed drzwiami odwrócił się, spojrzał na mnie i wyszedł.

- No nieźle, tylko tak dam radę to określić. Nie martw się, wypił i tyle, będzie dobrze.

- Ale… Amber nie rozumiesz, ja i Diego nie pogodzimy się od tak na zawołanie. Jemu nie jest łatwo coś wyjaśnić. Uwierz mi.

- Nie, Shai. Ty lepiej uwierz mi. Tego co jest między wami, jakby to… nie jest normalne. Diego chciałby z tobą pogadać i na pewno ci wybaczy. Zobaczysz.

- Ty go nie znasz…-Zaczęłam mówić, ale przerwała mi.

- Może nie znam, ale widzę, że on nie chce się z tobą kłócić, nawet nie tylko widzę, ale również to wiem.

-Niby skąd?-Zadrwiłam, jednak jej szybko odpowiedź mnie zadziwiła.

-Bo z nim rozmawiałam? A skąd niby?

-Co? Jak to? Jak rozmawiałaś? Kiedy? O czym? – Moje pytania nie miały końca. Byłam mocno zdziwiona. Kiedy oni rozmawiali? Dlaczego mi nie powiedziała?

-Okay… Wszystko po kolei. Zadzwonił do mnie rano, parę minut zanim zeszłaś na dół. Pytał czy rozmawiałam z tobą, o tym co się wczoraj wydarzyło, w szpitalu, po szpitalu, na imprezie… Mówiłam tylko, iż wspominałaś o diagnozie lekarza i tyle. W pewnym momencie wspomniał, że nie chce mu się kłócić z tobą, że chce pogadać i takie tam…- Zamilkała, a ja tak samo. Nie wiedziałam. Jedynie te słowa przychodziły mi na myśl, po usłyszeniu słów blondynki. I to ona pierwsza się odezwała.

- Wiesz, a może byśmy coś obejrzały, ponoć jest dzisiaj jakiś mecz. Przecież je uwielbiasz.- Uśmiechnęłam się. Znała mnie jakby była moją siostrą, taką w moim wieku, którą kocham. Gdy zauważyła moja radosną minę dodała:- To ja idę po chipsy. – Zaśmiała się, a ja zawtórowałam jej. Podeszłam po piloty, leżące na stoliku. Włączyłam duży telewizor plazmowy i znalazłam kanał, który transmitował mecz. Real Madryt vs. Atletico Madryt. Oczywiście, wiadome było kto wygra. Los Colchoneros może są dobrym zespołem, ale nie lepszym niż Los Blancos. Przynajmniej takie jest moje zdanie.

Uważnie oglądałam jeszcze tylko przez chwilę, aż do momentu wejścia blondynki z chipsami. Jej wkroczeniu zawtórowały okrzyki z telewizora oznajmujące wyniki 1:0 dla (oczywiście) Królewskich. Również lekko zagwizdałam, na co Amber mało co nie wypuściła miski. Zaczęłyśmy się głośno śmiać. Jednak przerwał nam to dzwonek do drzwi.

-Siadaj, ja otworzę, w końcu to mój dom. –Uśmiechnęłam się, gdy dziewczyna miała zamiar ruszyć w stronę drzwi. Podeszła do nich, nacisnęłam klamkę i pchnęłam, aby je otworzyć. Za nimi stał Jake.



***
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ 
 3KOM=NASTĘPNY ROZDZIAŁ
 No to mamy 12! Równe 1000 słów. Najdłuższy rozdział do tej pory! Przybywa komentarzy, wyświetleń- przybywa rozdziałów. Jestem dumna, a i szykujcie się na niespodziankę z okazji Dnia Dziecka ;)

5 komentarzy:

  1. Wow! Świetny kawałek opowiadania! ^^ Super, że piszesz rezczy, związane z problemami dzisiejszego świata. :) Świetnie to ujęłaś! ;)
    julia-i-ola.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeejkuu *-* nie lubie czytac, opowiadan, ale twoje naprawde przupadlo mi do gustu! :)

    http://gaaba-gaba-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Boski rozdział. Będę tu zaglądać częściej, a obserwacje zostawiam dla motywacji i większej pracy :) życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu tego bloga !
    Zajrzyj też do mnie: http://wywiady-z-blogerami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń