Przeczytaj notatkę na dole! ;)
Obudziłam
się z bolącą głową. No tak, trochę wczoraj wypiłam. Musiałam w końcu odreagować
po tym całym, zakręconym dniu. Mimo wszystko chyba mi się udało. To dobrze.
Spojrzałam
na telefon, który leżał na nocnej szafce zbudowanej z tego samego, jasnego
drewna co łóżko. Odblokowałam Iphone’a i zdziwiłam się. Godzina 12.34. Aż tyle
spałam? Ojej, no ale w końcu wróciłam jakoś około północy. Niechętnie stanęłam
na nogi, które wsunęłam w puchate kapcie. Powoli wyszłam z pokoju, by pójść do
łazienki pod prysznic, gdy usłyszałam brzdęk talerzy na dole, dochodzący
najprawdopodobniej z kuchni. Co jest?-pomyślałam, a po chwili schodziłam już po
cichu ze schodów.
Na
wejściu do jadalni połączonej z salonem, powitała mnie Amber. Uśmiechnięta
nakrywała do dużego stołu. Na nią raczej alkohol zbyt mocno nie działa. Rzadko
na kaca, który dawałby się we znaki. Zazdroszczę.
-Wstałaś? To super.
Chodź, przygotowała śniadanio-obiad? Nieważne, siadaj! –Podekscytowana,
powitała mnie radośnie oraz popchnęła w stronę najbliższego krzesła. Mimo, że
zrobiła to lekko, zachwiałam się delikatnie, ale stanęłam znów na prostych
nogach.
- Najpierw daj mi coś
na ten okropny ból głowy, mogłabyś też podać mi maść do tej ręki, no i mów
ciszej. –Jednak widząc jej stanowczą minę dodałam- Proszę.
-Ojj… Shai, zaraz ci
przyniosę, siadaj.
- Dobra… już…-
Odparłam, gdyż nie byłam jeszcze na tyle obudzona, by kłócić się, że pierwsze
co mam zamiar zrobić to nie zjedzenie śniadania lecz wzięcie prysznica,
opadałam więc tylko na krzesło. Podparłam się rękoma oblat. Przyjaciółka, która
jeszcze minutę temu zniknęła za szafkami w kuchni, powróciła, niosąc opakowanie
tabletek, szklankę zwykłej wody oraz niedużą tubkę maści.
- Weź od razu dwie, to
szybciej poczujesz się lepiej, a ja idę po jedzenie.
- Jasne, dzięki.-
Odpowiedziałam, wyciągając jak poleciła dwie kapsułki, połykając je oraz popijając
chłodną wodą. Gdy odstawiałam szklankę, poczułam wspaniały zapach. Do jadalnie
weszła Am z dużą tacą naleśników i syropem klonowym. Dopiero, kiedy postawiła
je na stole, zauważyłam, iż nie są to zwykłe naleśniki, a jeden z jej
specjałów- robione wedle starego przepisu, pyszne, amerykańskie pancakes. Do
tego jeszcze ten syrop, zapewne kolejna rzecz, którą sama przygotowała. W końcu
rodzice jej mamy są rodowitymi mieszkańcami Ameryki. Kiedyś ich poznałam. Jest
to miłe, starsze już małżeństwo, które ciągle się kocha i szanuje. Są niczym
wzór idealnej pary. Zawsze sobie wierni, żyjący bez jakichś wielkich kłótni.
Moja przyjaciółka poprzednie wakacje spędziła z nimi w ich małym, spokojnym
miasteczku nad rzeką. Tam też, rok temu nauczyła się od rodzicielki swojej mamy
gotować typowe, klasyczne amerykańskie dania, a pancakes to jej ulubione. Spojrzałam na talerz, a potem na blondynkę.
-Jesteś wspaniała!
Kiedy ty to zrobiłaś?
-Och… dzięki, wiesz,
wystarczyło wstać o 11. Wzięłam prysznic, nie chciałam cię budzić, więc
oglądałam chwile wiadomości i przeglądałam nowości dotyczące psychologii i
różnych uczelni. Następnie zabrałam się za gotowanie. Oby dwie uwielbiamy te
amerykańskie naleśniki, więc postanowiłam je zrobić. A teraz, nie gadaj, jedz,
puki ciepłe. – Zarządziła, ale nie musiała tego powtarzać, gdyż od razu
nałożyłam sobie pokaźna porcję, polałam syropem, no i zaczęłam jeść.
Skończyłyśmy
po około dwudziestu minutach, ale z tacy zniknęło wszystko. Oczywiście było
pyszne, to też powiedziałam Amber, gdy wstawałam od stołu, by udać się pod
prysznic, posmarować rękę maścią, ogarnąć włosy, a dziewczyna wstawić naczynia do zmywarki.
Po
kolejnych ponad dwudziestu minutach siedziałyśmy już obie w salonie, a Am
zechciała, aby opowiedzieć jej o tym co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. Zgodziłam
się. Mówiłam dość długo. Starałam się opowiadać ze szczegółami i jak
najdokładniej mogłam. Przyznam szczerze, że chyba mi się to udało. Raczej niczego
nie pominęłam.
- Tak po prostu
wyszedł? – To było pierwsze pytanie jakie zadała mi przyjaciółka. Wcześniej siedziała
na fotelu naprzeciwko mnie i uważnie słuchała mojej historii.
-No tak, przed
drzwiami odwrócił się, spojrzał na mnie i wyszedł.
- No nieźle, tylko tak
dam radę to określić. Nie martw się, wypił i tyle, będzie dobrze.
- Ale… Amber nie
rozumiesz, ja i Diego nie pogodzimy się od tak na zawołanie. Jemu nie jest
łatwo coś wyjaśnić. Uwierz mi.
- Nie, Shai. Ty lepiej
uwierz mi. Tego co jest między wami, jakby to… nie jest normalne. Diego chciałby
z tobą pogadać i na pewno ci wybaczy. Zobaczysz.
- Ty go nie znasz…-Zaczęłam
mówić, ale przerwała mi.
- Może nie znam, ale
widzę, że on nie chce się z tobą kłócić, nawet nie tylko widzę, ale również to
wiem.
-Niby skąd?-Zadrwiłam,
jednak jej szybko odpowiedź mnie zadziwiła.
-Bo z nim rozmawiałam?
A skąd niby?
-Co? Jak to? Jak rozmawiałaś?
Kiedy? O czym? – Moje pytania nie miały końca. Byłam mocno zdziwiona. Kiedy oni
rozmawiali? Dlaczego mi nie powiedziała?
-Okay… Wszystko po
kolei. Zadzwonił do mnie rano, parę minut zanim zeszłaś na dół. Pytał czy
rozmawiałam z tobą, o tym co się wczoraj wydarzyło, w szpitalu, po szpitalu, na
imprezie… Mówiłam tylko, iż wspominałaś o diagnozie lekarza i tyle. W pewnym
momencie wspomniał, że nie chce mu się kłócić z tobą, że chce pogadać i takie
tam…- Zamilkała, a ja tak samo. Nie wiedziałam. Jedynie te słowa przychodziły
mi na myśl, po usłyszeniu słów blondynki. I to ona pierwsza się odezwała.
- Wiesz, a może byśmy
coś obejrzały, ponoć jest dzisiaj jakiś mecz. Przecież je uwielbiasz.-
Uśmiechnęłam się. Znała mnie jakby była moją siostrą, taką w moim wieku, którą
kocham. Gdy zauważyła moja radosną minę dodała:- To ja idę po chipsy. –
Zaśmiała się, a ja zawtórowałam jej. Podeszłam po piloty, leżące na stoliku. Włączyłam
duży telewizor plazmowy i znalazłam kanał, który transmitował mecz. Real Madryt
vs. Atletico Madryt. Oczywiście, wiadome było kto wygra. Los Colchoneros może
są dobrym zespołem, ale nie lepszym niż Los Blancos. Przynajmniej takie jest
moje zdanie.
Uważnie
oglądałam jeszcze tylko przez chwilę, aż do momentu wejścia blondynki z
chipsami. Jej wkroczeniu zawtórowały okrzyki z telewizora oznajmujące wyniki
1:0 dla (oczywiście) Królewskich. Również lekko zagwizdałam, na co Amber mało
co nie wypuściła miski. Zaczęłyśmy się głośno śmiać. Jednak przerwał nam to
dzwonek do drzwi.
-Siadaj, ja otworzę, w
końcu to mój dom. –Uśmiechnęłam się, gdy dziewczyna miała zamiar ruszyć w stronę
drzwi. Podeszła do nich, nacisnęłam klamkę i pchnęłam, aby je otworzyć. Za nimi
stał Jake.
***
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
3KOM=NASTĘPNY ROZDZIAŁ

Wow! Świetny kawałek opowiadania! ^^ Super, że piszesz rezczy, związane z problemami dzisiejszego świata. :) Świetnie to ujęłaś! ;)
OdpowiedzUsuńjulia-i-ola.blogspot.com
Jeeejkuu *-* nie lubie czytac, opowiadan, ale twoje naprawde przupadlo mi do gustu! :)
OdpowiedzUsuńhttp://gaaba-gaba-blog.blogspot.com/
świetna opowieść
OdpowiedzUsuńKocham ten rozdział <3 :)
OdpowiedzUsuńBoski rozdział. Będę tu zaglądać częściej, a obserwacje zostawiam dla motywacji i większej pracy :) życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu tego bloga !
OdpowiedzUsuńZajrzyj też do mnie: http://wywiady-z-blogerami.blogspot.com/