sobota, 30 maja 2015

Rozdział 13

Przeczytaj notatkę na dole! ;) 

 
-Cześć.- Powiedział, lekko zmieszany i jakby zawstydzony? Nie wiem. Może.

- Yyy… Wejdź. Proszę.- Zaproponowałam i przesunęłam się z przejścia, aby mógł wejść do środka.

-Dzięki. To jak? Idziemy?- Zapytał, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Dopiero po chwili zrozumiałam o co mu chodzi. Cholera! Przecież byliśmy umówieni. Boże! Całkiem o tym zapomniałam. Jaki wstyd.
-Ooo… Och… Jasne… No tak, zaczekasz w salonie?- Potaknął głową. Zaprowadziłam  go do pomieszczenia. Amber przywitała się z nim ciepło. Od razu zaczęli rozmowę o treningu, który opuścił oraz meczu. Rywalizacja dwóch drużyn Madrytu nagle bardzo ją zaciekawiła. Gdy wychodziłam wynik był niezmienny 1:0- Królewscy. Zainteresowała ją również pogadanka z Jake’m.
Weszłam do sypialni i wręcz rzuciłam się na dużą, pękatą szafę, stojącą we wnęce pokoju. Wydobyłam z niej turkusową, dopasowaną sukienkę, przed kolano, ale rozkloszowaną u dołu. Szybko się przebrałam, uczesałam oraz delikatnie poprawiłam makijaż. Zbiegłam na parter. Pochwyciłam w biegu niedużą, granatową torebkę na ramię, niskie, bo tylko trzycentymetrowe, letnie koturny w tym samym kolorze co torebka. Wpadłam ponownie do salonu. Piłkarz wraz z moją przyjaciółką prowadził zawziętą rozmowę na temat, chyba, wyniku meczu i strzelców. Nie było mnie może piętnaście minut, a wynik wyraźnie się zmienił. 2:1, jednak nadal wygranymi byli Realowcy. Nieźle.
W chwili, gdy przekroczyłam próg, przestali nagle mówić. Oby dwoje utkwili we mnie wzrok. Usta Am minimalnie, ale widocznie się rozchyliły.
- No co? Co tak patrzycie? Idziemy?
-Wyglądasz… jakbyś szła na jakąś randkę, a nie do kina…- Odparła blondynka, ciągle wpatrzona w mój ubiór.
-Yyy… Oczywiście, chodźmy…-Zakłopotanie odpowiedział chłopak.
- Super, więc Am, idziemy, będę za jakiś czas, zostaniesz?- Krzyknęłam spod drzwi, otwierając je, a jednocześnie biorąc z blatu szafki z butami klucze.
-Spoko, spoko, będę, bawcie się dobrze, pa!- Odkrzyknęła.
-Jasne, cześć.- Odpowiedzieliśmy z Jake’m prawie jednocześnie. Zaśmialiśmy się. Chłopak przepuścił mnie w drzwiach, po czym wyszedł za mną i zamknął je. Wsiedliśmy do samochodu piłkarza oraz odjechaliśmy w stronę centrum.
Po około dwudziestu minutach drogi, spędzonych na rozmowie, dotyczącej Amber, meczu, opuszczonego treningu, zatrzymaliśmy się na parkingu przed jednym z największych kin w mieście. W ciszy weszliśmy do budynku. Jake cały czas szedł obok mnie, w lekkim odstępie.
-Tak więc, na jaki horror idziemy? – Zapytałam, w momencie, w którym stanęliśmy przed tablicą, na której wyświetlony byłe repertuar na dzisiejszy dzień.
-Ooo… Czyli jednak horror? Nie będziesz się bać?- Zaśmiał się serdecznie, patrząc na mnie.
- W końcu tak się umówiliśmy wczoraj, pamiętasz? I nie, nie będę się bać, prędzej ty!- Odwzajemniłam śmiech, drażniąc się z nim.
-Chciałabyś, żebym się bał, ale nie licz na to piękna. – Odparł, na co oczywiście musiałam się mocno zarumienić oraz uśmiechnąć.- Może jakiś o łowcach duchów? Albo po prostu obejrzeć Draculę, nagrali nową wersję?- Zapytał zdecydowanie, jakby wiedział jaki jest repertuar, nawet na niego nie patrząc.
- A może coś jeszcze innego? Horrory z łowcami duchów są słabe, a Draculę widziałam w starej wersji i pewnie też będzie nudna.
- Nie przesadzaj, pójdziemy na tego ,,wampira”. Jaki popcorn chcesz?- Zaśmiał się, a ja przystałam na jego propozycję, następnie wybierając średniej wielkości kubełek z prażoną kukurydzą.
Weszliśmy na salę, gdy światła już zgasły, więc w szarości musieliśmy odnaleźć nasze miejsca. Znajdowały się one w górnej części Sali, a jak się potem okazało, były podwójną kanapą. No nieźle. Usiedliśmy na niej, a chwilę później na ekranie zaczęły się reklamy. Czemu puszczają je przed początkiem filmu? Zawsze mnie to dziwiło. Po upływie paru minut rozpoczął się ,,Dracula”.
Nie minęło nawet trzydzieści minut filmu, a my opuściliśmy sale. Może i były efekty specjalne, odpowiednie dźwięki, ale to było okropne. Po prostu okropne. Nudne wręcz i momentami śmieszne, czyli zupełnie inne niż powinien być prawdziwy horror. Totalna masakra. Nie mieliśmy już chęci iść na inny spektakl, więc Jake zaproponował kawiarnię, którą odwiedziliśmy dzień wcześniej. Zgodziłam się.
Wróciliśmy na parking, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu. Ciągle myślałam o jednym. Mianowicie czy chłopak powie coś o wydarzeniu na imprezie, czy będzie zachowywał się jak gdyby nigdy nic się nie stało.  Korciło mnie, żeby go o to zapytać, jednak powstrzymałam się, to chyba on powinien zacząć o tym mówić. Odtwarzałam po kolei przebieg tamtych kilkunastu minut, począwszy od rozmowy z Diego, do słów otuchy usłyszanych od Leo. Moje rozmyślania przerwało chrząknięcie piłkarza.
-Przepraszam, zamyśliłam się, mówiłeś coś?-Zapytałam jak zwykle z głupio rumianymi policzkami.
-Pytałem, czy idziesz na kolejny trening?
-Aaa… Nie wiem, pewnie tak, ale tym razem będę uważać, by nie oberwać piłką.- Zaśmiałam się lekko, patrząc na niego.
-To dobrze.-Odparł ciszej, na co spojrzałam pytająco w jego stronę.- Nie, nic, nic. Tym razem postaram się w ciebie nie trafić.-Uśmiechnął się, spoglądając to na mnie, to na drogę. Miał piękny uśmiech. Szczery i miły. Słodki wręcz.
- Dzięki.- Odpowiedziałam tylko, gdyż zajechaliśmy pod kawiarnię. Od razu przypomniałam sobie momenty poprzedniego popołudnia. Siedzenie i rozmowę w kafejce. Spacer po parku. Upadek do fontanny. Uśmiechnęłam się na wspomnienie tego. Wydawałoby się, że było to dawno, a przecież zdarzyło się poprzedniego dnia.
Weszliśmy do środka. Niestety stolik, przy którym siedzieliśmy ostatnio, był zajęty. Wybraliśmy więc ten obok. Ustawiony był bokiem do okna. Karta menu leżała już na jasnym blacie. Zamówiliśmy to samo- Mleczne Latte oraz szarlotkę. Obsłużyła nas kelnerka, którą już poznaliśmy. Zanim nam je przyniosła rozmawialiśmy. Jednak ciągle nie wspomniał o zajściu na imprezie. Powoli zaczęłam o tym zapominać.
- A tak w ogóle to jak zaczęła się u ciebie przygoda z piłką? No wiesz, kibicowanie i tak dalej?- Zapytał patrząc na mnie.
- Brat mnie w to wciągnął, on trenował, a ja chodziłam z nim popatrzeć. Poza tym oglądałam mecze. To zasługa Diego.- Odpowiedziałam uśmiechnięta.- A twoja przygoda? Wiem dlaczego Barca, ale nie chciałbyś grać gdzieś indziej?
-Nie, przynajmniej nie teraz. Tutaj dobrze się dogaduje ze wszystkimi. Leo jest super, inni też. Szybko złapałem z nimi nic porozumienia, jak to określił trener. Nie chce zmienić drużyny, chociaż w dzieciństwie sądziłem, że będę grać w barwach jakiejś brazylijskiej drużyny.
-Nieźle. To dobrze, że się dogadujecie, bo gracie super.- Odparłam, w momencie, gdy kelnerka przyniosła kawę i ciasto. Zaczęliśmy powoli jeść. Chwilę potem, gdy podnosiłam filiżankę do ust, Jake zaczął mówić:
- Shai...- Zaczął niepewnie, patrząc w moje oczy.- Słuchaj. Przepraszam. No, w sensie za wczoraj, za to w kuchni. Sama wiesz. Przepraszam.



 ***

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ 
 3KOM=NASTĘPNY ROZDZIAŁ 
No i oto ta pechowa 13. Wyświetlenia skoczyły w górę, więc czekam na komentarze ;)  

4 komentarze:

  1. Żyję! Jestem! O czekam na następny rozdział... Kiedy mogę się go spodziewać? ;)

    http://little-love-story-asm.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3kom=następny, jednak na Dzień Dziecka pojawią się dwa dość ciekawe posty, więc rozdział dopiero w środę ;)

      Usuń
  2. Świetne opowiadanie! :) Rob to dalej, bo świetnie Ci idzie :D

    http://aguu-style.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. pełne emocji, świetny tekst www.krystianwojtowicz.pl

    OdpowiedzUsuń