Przeczytaj notatkę na dole! ;)
-Cześć.- Powiedział, lekko zmieszany i
jakby zawstydzony? Nie wiem. Może.
- Yyy… Wejdź. Proszę.- Zaproponowałam
i przesunęłam się z przejścia, aby mógł wejść do środka.
-Dzięki. To jak? Idziemy?- Zapytał, a
ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Dopiero po chwili zrozumiałam o co
mu chodzi. Cholera! Przecież byliśmy umówieni. Boże! Całkiem o tym zapomniałam.
Jaki wstyd.
-Ooo… Och… Jasne… No tak, zaczekasz w
salonie?- Potaknął głową. Zaprowadziłam
go do pomieszczenia. Amber przywitała się z nim ciepło. Od razu zaczęli
rozmowę o treningu, który opuścił oraz meczu. Rywalizacja dwóch drużyn Madrytu
nagle bardzo ją zaciekawiła. Gdy wychodziłam wynik był niezmienny 1:0-
Królewscy. Zainteresowała ją również pogadanka z Jake’m.
Weszłam do sypialni
i wręcz rzuciłam się na dużą, pękatą szafę, stojącą we wnęce pokoju. Wydobyłam
z niej turkusową, dopasowaną sukienkę, przed kolano, ale rozkloszowaną u dołu.
Szybko się przebrałam, uczesałam oraz delikatnie poprawiłam makijaż. Zbiegłam
na parter. Pochwyciłam w biegu niedużą, granatową torebkę na ramię, niskie, bo
tylko trzycentymetrowe, letnie koturny w tym samym kolorze co torebka. Wpadłam
ponownie do salonu. Piłkarz wraz z moją przyjaciółką prowadził zawziętą rozmowę
na temat, chyba, wyniku meczu i strzelców. Nie było mnie może piętnaście minut,
a wynik wyraźnie się zmienił. 2:1, jednak nadal wygranymi byli Realowcy.
Nieźle.
W chwili, gdy
przekroczyłam próg, przestali nagle mówić. Oby dwoje utkwili we mnie wzrok. Usta
Am minimalnie, ale widocznie się rozchyliły.
- No co? Co tak patrzycie? Idziemy?
-Wyglądasz… jakbyś szła na jakąś
randkę, a nie do kina…- Odparła blondynka, ciągle wpatrzona w mój ubiór.
-Yyy… Oczywiście,
chodźmy…-Zakłopotanie odpowiedział chłopak.
- Super, więc Am, idziemy, będę za
jakiś czas, zostaniesz?- Krzyknęłam spod drzwi, otwierając je, a jednocześnie
biorąc z blatu szafki z butami klucze.
-Spoko, spoko, będę, bawcie się
dobrze, pa!- Odkrzyknęła.
-Jasne, cześć.- Odpowiedzieliśmy z
Jake’m prawie jednocześnie. Zaśmialiśmy się. Chłopak przepuścił mnie w
drzwiach, po czym wyszedł za mną i zamknął je. Wsiedliśmy do samochodu piłkarza
oraz odjechaliśmy w stronę centrum.
Po około
dwudziestu minutach drogi, spędzonych na rozmowie, dotyczącej Amber, meczu,
opuszczonego treningu, zatrzymaliśmy się na parkingu przed jednym z
największych kin w mieście. W ciszy weszliśmy do budynku. Jake cały czas szedł
obok mnie, w lekkim odstępie.
-Tak więc, na jaki horror idziemy? –
Zapytałam, w momencie, w którym stanęliśmy przed tablicą, na której wyświetlony
byłe repertuar na dzisiejszy dzień.
-Ooo… Czyli jednak horror? Nie
będziesz się bać?- Zaśmiał się serdecznie, patrząc na mnie.
- W końcu tak się umówiliśmy wczoraj,
pamiętasz? I nie, nie będę się bać, prędzej ty!- Odwzajemniłam śmiech, drażniąc
się z nim.
-Chciałabyś, żebym się bał, ale nie
licz na to piękna. – Odparł, na co oczywiście musiałam się mocno zarumienić
oraz uśmiechnąć.- Może jakiś o łowcach duchów? Albo po prostu obejrzeć Draculę,
nagrali nową wersję?- Zapytał zdecydowanie, jakby wiedział jaki jest repertuar,
nawet na niego nie patrząc.
- A może coś jeszcze innego? Horrory z
łowcami duchów są słabe, a Draculę widziałam w starej wersji i pewnie też
będzie nudna.
- Nie przesadzaj, pójdziemy na tego
,,wampira”. Jaki popcorn chcesz?- Zaśmiał się, a ja przystałam na jego
propozycję, następnie wybierając średniej wielkości kubełek z prażoną
kukurydzą.
Weszliśmy na
salę, gdy światła już zgasły, więc w szarości musieliśmy odnaleźć nasze
miejsca. Znajdowały się one w górnej części Sali, a jak się potem okazało, były
podwójną kanapą. No nieźle. Usiedliśmy na niej, a chwilę później na ekranie
zaczęły się reklamy. Czemu puszczają je przed początkiem filmu? Zawsze mnie to
dziwiło. Po upływie paru minut rozpoczął się ,,Dracula”.
Nie minęło nawet
trzydzieści minut filmu, a my opuściliśmy sale. Może i były efekty specjalne,
odpowiednie dźwięki, ale to było okropne. Po prostu okropne. Nudne wręcz i
momentami śmieszne, czyli zupełnie inne niż powinien być prawdziwy horror.
Totalna masakra. Nie mieliśmy już chęci iść na inny spektakl, więc Jake
zaproponował kawiarnię, którą odwiedziliśmy dzień wcześniej. Zgodziłam się.
Wróciliśmy na
parking, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Przez chwilę jechaliśmy w
milczeniu. Ciągle myślałam o jednym. Mianowicie czy chłopak powie coś o
wydarzeniu na imprezie, czy będzie zachowywał się jak gdyby nigdy nic się nie
stało. Korciło mnie, żeby go o to
zapytać, jednak powstrzymałam się, to chyba on powinien zacząć o tym mówić.
Odtwarzałam po kolei przebieg tamtych kilkunastu minut, począwszy od rozmowy z
Diego, do słów otuchy usłyszanych od Leo. Moje rozmyślania przerwało
chrząknięcie piłkarza.
-Przepraszam, zamyśliłam się, mówiłeś
coś?-Zapytałam jak zwykle z głupio rumianymi policzkami.
-Pytałem, czy idziesz na kolejny
trening?
-Aaa… Nie wiem, pewnie tak, ale tym
razem będę uważać, by nie oberwać piłką.- Zaśmiałam się lekko, patrząc na
niego.
-To dobrze.-Odparł ciszej, na co
spojrzałam pytająco w jego stronę.- Nie, nic, nic. Tym razem postaram się w
ciebie nie trafić.-Uśmiechnął się, spoglądając to na mnie, to na drogę. Miał
piękny uśmiech. Szczery i miły. Słodki wręcz.
- Dzięki.- Odpowiedziałam tylko, gdyż
zajechaliśmy pod kawiarnię. Od razu przypomniałam sobie momenty poprzedniego
popołudnia. Siedzenie i rozmowę w kafejce. Spacer po parku. Upadek do fontanny.
Uśmiechnęłam się na wspomnienie tego. Wydawałoby się, że było to dawno, a
przecież zdarzyło się poprzedniego dnia.
Weszliśmy do
środka. Niestety stolik, przy którym siedzieliśmy ostatnio, był zajęty.
Wybraliśmy więc ten obok. Ustawiony był bokiem do okna. Karta menu leżała już
na jasnym blacie. Zamówiliśmy to samo- Mleczne Latte oraz szarlotkę. Obsłużyła
nas kelnerka, którą już poznaliśmy. Zanim nam je przyniosła rozmawialiśmy.
Jednak ciągle nie wspomniał o zajściu na imprezie. Powoli zaczęłam o tym
zapominać.
- A tak w ogóle to jak zaczęła się u
ciebie przygoda z piłką? No wiesz, kibicowanie i tak dalej?- Zapytał patrząc na
mnie.
- Brat mnie w to wciągnął, on
trenował, a ja chodziłam z nim popatrzeć. Poza tym oglądałam mecze. To zasługa
Diego.- Odpowiedziałam uśmiechnięta.- A twoja przygoda? Wiem dlaczego Barca, ale
nie chciałbyś grać gdzieś indziej?
-Nie, przynajmniej nie teraz. Tutaj dobrze
się dogaduje ze wszystkimi. Leo jest super, inni też. Szybko złapałem z nimi
nic porozumienia, jak to określił trener. Nie chce zmienić drużyny, chociaż w
dzieciństwie sądziłem, że będę grać w barwach jakiejś brazylijskiej drużyny.
-Nieźle. To dobrze, że się
dogadujecie, bo gracie super.- Odparłam, w momencie, gdy kelnerka przyniosła
kawę i ciasto. Zaczęliśmy powoli jeść. Chwilę potem, gdy podnosiłam filiżankę
do ust, Jake zaczął mówić:
- Shai...- Zaczął niepewnie, patrząc w
moje oczy.- Słuchaj. Przepraszam. No, w sensie za wczoraj, za to w kuchni. Sama
wiesz. Przepraszam.
***
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
3KOM=NASTĘPNY ROZDZIAŁ
No i oto ta pechowa 13. Wyświetlenia skoczyły w górę, więc czekam na komentarze ;)

Żyję! Jestem! O czekam na następny rozdział... Kiedy mogę się go spodziewać? ;)
OdpowiedzUsuńhttp://little-love-story-asm.blogspot.com/?m=1
3kom=następny, jednak na Dzień Dziecka pojawią się dwa dość ciekawe posty, więc rozdział dopiero w środę ;)
UsuńŚwietne opowiadanie! :) Rob to dalej, bo świetnie Ci idzie :D
OdpowiedzUsuńhttp://aguu-style.blogspot.com/
pełne emocji, świetny tekst www.krystianwojtowicz.pl
OdpowiedzUsuń